Archiwum - września 2007

wakacje...
...były i się skończyły... Cudowne były... Może nie tak intensywne jak niegdyś, ale mimo wszystko cudowne. Zapadła mi w głowie Czarna Hańcza, nigdy nie zapomnę mej wywrotki na kajaku, samego spływu, powrotu z niego w nocy, zdezelowanym mercedesem transporterem. Pamiętam, że kierowca - jakby czytając w mych myślach - podgłośnił piosenkę Marcina Rozynka Siłacz, radio chrypiało, światła jak brzytwy cięły gęstą noc, auto podskakiwało na leśnej drodze... A potem zapach Zelwy o świcie, na polu w śpiworze mokrym od porannej rosy... Codzienne wyprawy na śniadanie do Giżycka... Potem była Korczyna, zwrot o 180 stopni, góry, lasy liściaste... Dom Kasi, pełen tajemnic i starych woluminów... Opuszczony ogród... Zabłądziliśmy, i szaleńczym pędem zbiegaliśmy ze zbocza w nadzieji, iż noc nas nie dopadnie. No i udało się nam, szczęście po dwakroć dopisało... Lub to źródełko wody o żelazistym posmaku, albo raki w Pannie. Dukla i jej opuszczony cmentarzyk słowackich sołdatów. Uczynny właściciel stacji benzynowej w Barlinku...

To tylko słowa, dla kogoś kto to czyta, ale mi każde z tych słów przywołuje obrazy, kolory, zapachy, uczucia, ludzi, miejsca... Wakacje.

szczerze...
...mówiąc, to przeżyłem coś na kształt depresji. Wspomniana sytuacja dotyczy pobytu w centrum handlowym, w miejscu którego nazwa sugeruje co najmniej jakiś ważny węzeł wymiany dóbr. No właśnie, wymiany. Coś za coś. Mam wrażenie, patrząc na co po niektórych osobników rasy homo s., iż na sprzedaż jest wszystko. No ale cóż, żyję wszak w czasach, w których wszystko można kupić. W krainie konsumpcji każdy z nas jest produktem. Mniej lub bardziej atrakcyjnym, wszystko zależy od stategii. Takie życie, biznes to biznes. To widziałem. Czy to dobrze?

To bez znaczenia. Niemniej po raz pierwszy w życiu chciałem skądś uciec, a dokładnie z kina. Na wolność. Staliśmy w kolejce po matrixa, ale zaproponowano 3 lub 4 rząd, podziękowaliśmy. W zamian Smak życia, i w sumie nie żałuję, tu miejsca dowolne. Temat filmu lekki a zarazem nieznośnie drążący problem czasu, ludzi którzy są, byli i być może będą, obok nas, w nas. Łzy. Po raz pierwszy poczułem ich słoność w kinie, pierwszy w życiu, szczery, i taki słony. Może zmienić dietę? Bo ja strasznie lubię przesadzać z solą. Obym nie był nikomu solą w oku. Zresztą już jestem, obym nie był dalej.
Miasto mnie niszczy. Czy zniszczy?

Strona główna


Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
272829303112
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930